Jak nie stracić umiejętności czytania przez wakacje?

 – Mamo, muszę czytać codziennie?

To pytanie pojawia się w wielu domach już kilka dni po zakończeniu roku szkolnego. I szczerze? Doskonale rozumiem, dlaczego dzieci nie mają ochoty siadać z podręcznikiem, kiedy za oknem świeci słońce, czekają lody, rower i całe lato przygód. Na szczęście podtrzymanie umiejętności czytania wcale nie musi przypominać szkolnych obowiązków. Wręcz przeciwnie. Im mniej będzie wyglądało jak lekcja, tym lepiej.

Piasek, patyki i kamienie – najlepsze pomoce terapeutyczne są za darmo

 Mamo, mogę zabrać ten patyk?

– Ale po co ci on?

– Jeszcze nie wiem...

To jedna z tych odpowiedzi, które dorosłym wydają się kompletnie nielogiczne. Tymczasem dziecko doskonale wie, że ten patyk za chwilę może stać się wędką, różdżką, mieczem, laską wędrowca albo narzędziem do rysowania wielkiej mapy skarbów na piasku.

Dlaczego wspólne zakupy uczą więcej niż karta pracy?

 Mamo, mogę włożyć pomidory do koszyka?

– A czemu te banany są zielone?

– To jest drogie?

– Ile jeszcze potrzebujemy jogurtów?

Dla wielu dorosłych zakupy z dzieckiem bywają próbą cierpliwości. Chcielibyśmy wejść, kupić wszystko z listy i wyjść w dziesięć minut. Tymczasem dziecko zatrzymuje się przy każdym stoisku, zadaje dziesiątki pytań, ogląda etykiety, porównuje kolory, liczy jabłka i koniecznie chce samo zważyć marchewkę. I właśnie wtedy dzieje się nauka. Nie taka, którą zamyka się w zeszycie ćwiczeń. Prawdziwa. Naturalna. Taka, która zostaje na długo.

Czego dzieci uczą się podczas zwykłego spaceru?

 „Mamo, mogę wejść na ten kamień?”

„Patrz, jaki ślimak!”

„A dlaczego ten liść jest żółty?”

Spacer z dzieckiem rzadko wygląda tak, jak wyobrażają go sobie dorośli. My chcielibyśmy dojść z punktu A do punktu B, najlepiej w rozsądnym czasie. Dziecko ma zupełnie inny plan. Zatrzymuje się co kilka kroków, ogląda patyki, zbiera kamienie, skacze po kałużach, dotyka kory drzew, zadaje dziesiątki pytań i potrafi przez kilka minut obserwować mrówki, które uparcie niosą okruszek chleba.

Przyznam, że kiedyś też zdarzało mi się myśleć: „No chodź już, przecież to tylko spacer”. Dziś, po wielu latach pracy z dziećmi, wiem, że właśnie w takich zwyczajnych chwilach dzieje się niezwykle dużo.


Dlaczego nuda jest dziecku potrzebna?

Jest taki moment podczas wakacji, którego wielu rodziców trochę się obawia. Dziecko podchodzi z miną, jakby właśnie wydarzyło się coś naprawdę poważnego, i oznajmia: „Nudzę się”. Jeszcze kilka lat temu takie zdanie oznaczało po prostu chwilę bez pomysłu. Dziś wielu dorosłych odbiera je niemal jak sygnał alarmowy. Zaczyna się gorączkowe szukanie atrakcji, organizowanie zabaw, wyciąganie planszówek, proponowanie wycieczki albo, w ostateczności, oddanie dziecku tabletu. Tymczasem nuda wcale nie jest wrogiem dzieciństwa. Wręcz przeciwnie. Jest jedną z najbardziej niedocenianych potrzeb rozwojowych.


Dlaczego dzieci nie potrafią przegrywać?

„To niesprawiedliwe!”, „Jeszcze raz!”, „Nie bawię się!” – chyba każdy rodzic i nauczyciel choć raz usłyszał takie słowa po zakończonej grze planszowej, zawodach sportowych czy nawet zwykłej zabawie. Niektóre dzieci po przegranej płaczą, inne złoszczą się, obrażają na wszystkich albo próbują zmienić zasady w trakcie gry. Dorosłym często wydaje się, że to kwestia złego wychowania lub nadmiernego rozpieszczania. W rzeczywistości umiejętność przegrywania jest jedną z bardziej wymagających kompetencji emocjonalnych i społecznych, której dziecko uczy się przez wiele lat.


Dlaczego dzieci reagują oporem na zmiany?

„Nie chcę iść do innej sali.” „Zawsze siedzę tutaj.” „Nie będę tego robić.” „Dlaczego znowu coś się zmienia?” Takie reakcje są dobrze znane zarówno rodzicom, jak i nauczycielom. Czasami wystarczy drobna zmiana planu dnia, nowe miejsce przy stoliku, zastępstwo nauczyciela czy odwołane zajęcia, aby spokojne dotąd dziecko zaczęło protestować, złościć się lub całkowicie wycofywać. Łatwo wtedy pomyśleć, że jest uparte albo po prostu chce postawić na swoim. W rzeczywistości opór wobec zmian bardzo często nie wynika ze złej woli, lecz z naturalnych mechanizmów rozwojowych i sposobu, w jaki funkcjonuje dziecięcy mózg.

Dlaczego dzieci nie radzą sobie z przejściem między aktywnościami?

„Za chwilę kończymy zabawę.” To zdanie potrafi wywołać prawdziwą burzę emocji. Jeszcze przed momentem dziecko było spokojne, zaangażowane i zadowolone, a po usłyszeniu informacji o zmianie zaczyna protestować, złości się, płacze albo udaje, że nie słyszy polecenia. Rodzice i nauczyciele często odbierają takie zachowanie jako brak współpracy lub celowe przeciąganie czasu. Tymczasem w większości przypadków problem nie wynika z nieposłuszeństwa. Dziecko po prostu ma trudność z zakończeniem jednej czynności i rozpoczęciem kolejnej.

Kiedy dziecko „nie lubi” prac plastycznych – co za tym stoi?

„Ja nie będę rysować.” „Nie lubię wycinać.” „To nudne.” „Nie umiem.” Takie zdania rodzice i nauczyciele słyszą częściej, niż mogłoby się wydawać. Łatwo wtedy dojść do wniosku, że dziecko po prostu nie przepada za plastyką. Tymczasem z mojego doświadczenia terapeuty pedagogicznego wynika, że bardzo rzadko jest to prawdziwa przyczyna. Zdecydowanie częściej za niechęcią do prac plastycznych kryje się coś znacznie głębszego – trudność, której dziecko nie potrafi jeszcze nazwać.

Dlaczego dzieci nie wierzą w swoje możliwości?

„Nie umiem.” „Na pewno mi się nie uda.” „Ja i tak zrobię to źle.”

To zdania, które rodzice i nauczyciele słyszą znacznie częściej, niż mogłoby się wydawać. Co ciekawe, wypowiadają je nie tylko dzieci, które rzeczywiście mają trudności w nauce. Bardzo często słyszę je również od uczniów zdolnych, ambitnych i pracowitych. Wystarczy jedno trudniejsze zadanie, nowa sytuacja albo obawa przed popełnieniem błędu, aby wiara we własne możliwości całkowicie zniknęła.

Dlaczego dzieci kłócą się o drobiazgi?

„On usiadł na moim miejscu.” „Ona wzięła nie ten flamaster.” „Ja pierwszy dotknąłem tej zabawki.” „To mój klocek!” Dla dorosłych takie konflikty często wydają się błahe i zupełnie niepotrzebne. Zdarza się, że patrzymy na sprzeczkę dwojga dzieci i zastanawiamy się, jak można rozpłakać się z powodu kredki, miejsca przy stoliku czy kilku sekund czekania na swoją kolej. Tymczasem z perspektywy dziecka te sytuacje mają zupełnie inny wymiar. To, co dla nas jest drobiazgiem, dla kilkuletniego dziecka może być naprawdę ważnym problemem.