„Czy naprawdę wystarczy kilka minut?” To pytanie słyszę bardzo często. Rodzice chcą wiedzieć, ile czasu powinni poświęcać na ćwiczenia, jakie zadania wykonywać i czy robią wystarczająco dużo, żeby wspierać rozwój swojego dziecka. Mam jednak wrażenie, że w ostatnich latach trochę daliśmy się przekonać, że dobry rodzic powinien nieustannie organizować, motywować i rozwijać. Im więcej zajęć, pomocy edukacyjnych i kreatywnych aktywności, tym lepiej. A przecież rozwój dziecka nie działa jak wyścig, w którym liczy się liczba wykonanych zadań.
Sunflower - Edukacyjne Inspiracje
Czy komiksy naprawdę pomagają w nauce czytania?
Zamiast kolejnej bajki dziecko wyciąga komiks. Kilka minut później siedzi cicho na kanapie. Przewraca strony, co chwilę wybucha śmiechem i z ogromnym zaangażowaniem śledzi historię bohaterów. A gdzieś obok pojawia się dorosły z pytaniem: – Ale to przecież tylko komiks... No właśnie. Czy na pewno „tylko”? Mam wrażenie, że komiksy przez lata dorobiły się łatki książek gorszej kategorii. Takich „na chwilę”, „dla zabawy”, a nie do prawdziwego czytania. Tymczasem wiele dzieci właśnie od nich zaczyna swoją przygodę z książkami. I wcale nie ma w tym nic złego. Bo najważniejsze jest jedno. Dziecko czyta. Nie dlatego, że ktoś kazał. Nie dlatego, że trzeba przeczytać określoną liczbę stron. Ono naprawdę chce wiedzieć, co wydarzy się dalej. A to ogromna różnica.
Wakacyjne zabawy, które rozwijają motorykę małą (i dzieci nawet tego nie zauważą)
– Mogę jeszcze chwilę pobawić się w piasku?
– Jasne.
I właśnie w tym momencie dzieje się coś, czego dzieci zupełnie nie są świadome.
Podczas gdy one budują zamek, przesypują piasek przez palce i szukają idealnych kamyków do ozdobienia fosy, ich dłonie wykonują dziesiątki ruchów, które za kilka miesięcy pomogą im pewniej trzymać ołówek, sprawniej wycinać nożyczkami czy wygodniej zapinać guziki. To jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w wakacjach. Dzieci rozwijają się mimochodem. Bez stolika. Bez kart pracy. Bez słów: „Teraz poćwiczymy.” Czasem wystarczy wyjść z domu.
Piasek to chyba najlepsza siłownia dla małych dłoni. Ugniatanie mokrego piasku, przesypywanie go do kubeczków, robienie babek czy kopanie tuneli angażuje niemal wszystkie mięśnie dłoni. A dziecko? Ono jest przekonane, że właśnie buduje największy zamek na plaży.
Podobnie jest z wodą. Przelewanie jej z kubeczka do kubeczka, łowienie kamyków, wyciskanie gąbek czy zabawa małymi konewkami to świetny trening precyzji ruchów. Gdyby nazwać to „ćwiczeniami motoryki małej”, pewnie szybko usłyszelibyśmy protest. Ale nazwane „bitwą na wodne mikstury” nagle staje się najlepszą zabawą dnia.
Uwielbiam też obserwować dzieci zbierające wakacyjne skarby. Patyki, szyszki, muszelki, kamienie, kolorowe liście... Dla dorosłych często są to zwykłe przedmioty. Dla dzieci – kolekcja bezcennych znalezisk. Każdy kamyk trzeba podnieść, obejrzeć, czasem umyć, ułożyć z innymi. To wszystko wymaga precyzji, cierpliwości i dobrej współpracy dłoni z oczami.
A skoro już o kamieniach mowa... Spróbujcie ułożyć z nich wieżę. Ostrzegam tylko, że możecie wciągnąć się bardziej niż dzieci. Każdy kolejny kamień wymaga delikatności, skupienia i odrobiny strategii. Kiedy wieża w końcu się przewróci, najczęściej słychać śmiech, a nie złość. I właśnie o to chodzi.
Jest jeszcze jedna zabawa, którą pamiętam z własnego dzieciństwa. Rysowanie patykiem po piasku. Nie trzeba kupować tablicy ani zeszytu. Wystarczy kawałek plaży albo leśna ścieżka. Powstają mapy skarbów, labirynty, domy dla wróżek, tory dla samochodów i tajemnicze znaki, które rozumieją tylko dzieci. A przy okazji ręka ćwiczy dokładnie te ruchy, które później przydadzą się podczas pisania.
Najpiękniejsze jest jednak to, że dzieci nie myślą wtedy o rozwoju. Nie zastanawiają się, czy właśnie ćwiczą chwyt pęsetkowy albo koordynację wzrokowo-ruchową. Są po prostu pochłonięte zabawą. I chyba właśnie dlatego efekty są tak dobre.
Czasem mam wrażenie, że my, dorośli, za bardzo komplikujemy rozwój dzieci. Szukamy idealnych pomocy, najnowszych gier edukacyjnych i kolejnych ćwiczeń, a tymczasem lato od lat podsuwa nam gotowe rozwiązania. Piasek, woda, patyki, kamienie, szyszki, muszelki... Natura naprawdę wie, co robi.
Dlatego jeśli tego lata zobaczysz dziecko siedzące przez pół godziny przy kałuży, przesypujące piasek z wiaderka do wiaderka albo z wielkim zaangażowaniem układające kamienie jeden na drugim, nie spiesz się z pytaniem: „Nie nudzi ci się?”.
Bardzo możliwe, że właśnie trwa jedna z najlepszych lekcji, jakie mogło dostać.
Tyle że zamiast zeszytu są brudne ręce, zamiast szkolnej ławki – ciepły piasek, a zamiast ćwiczeń... zwyczajna dziecięca radość.
Odpoczynek nauczyciela też jest ważny
Mam wrażenie, że nauczyciele są jedną z tych grup zawodowych, którym wyjątkowo trudno pozwolić sobie na prawdziwy odpoczynek. Nawet kiedy kończy się rok szkolny, głowa jeszcze długo pracuje. Wracają wspomnienia z ostatnich rad pedagogicznych, myśli o uczniach, pomysły na kolejny rok, plany zmian w klasie. A gdzieś między tym wszystkim pojawia się jeszcze internet, w którym ktoś właśnie przygotował już dekoracje na wrzesień, stworzył nowy zestaw kart pracy i opublikował plan lpracy na przyszły rok. Łatwo wtedy pomyśleć: „Ja też powinnam coś zrobić.” Tylko... czy naprawdę musimy?
Przez cały rok szkolny jesteśmy dla innych. Słuchamy, tłumaczymy, wspieramy, rozwiązujemy konflikty, pocieszamy, motywujemy. Czasem wystarczy jedno przedpołudnie w szkole, żeby odbyć więcej rozmów niż niektórzy przez cały tydzień. To piękna praca, ale też bardzo wymagająca. Dlatego wakacje nie są nagrodą za przepracowany rok. Są potrzebą.
Organizm nie wie, że w kalendarzu pojawił się lipiec. Potrzebuje czasu, żeby zwolnić. Żeby przestać żyć dźwiękiem dzwonków, planem lekcji i zegarkiem. Potrzebuje poranków bez pośpiechu, spacerów bez celu, książki czytanej dla przyjemności i kawy wypitej jeszcze ciepłej. I wiesz co? To nie jest lenistwo. To regeneracja.
Bardzo często słyszę od nauczycieli: „Mam wyrzuty sumienia, kiedy nic nie robię.” A przecież odpoczynek też jest czymś, co robimy dla siebie. Dzięki niemu wracamy spokojniejsi, bardziej cierpliwi i z nową energią. Nie tylko dla uczniów. Przede wszystkim dla siebie.
Nie każdy musi spędzać wakacje aktywnie. Jedni ruszą w góry, inni nad morze, a ktoś inny będzie najszczęśliwszy we własnym ogrodzie z kubkiem kawy i dobrą książką. Nie ma jednego właściwego sposobu na odpoczynek. Jest tylko ten, po którym naprawdę czujesz, że wracają siły.
I może właśnie tego warto nauczyć się tego lata. Że nie trzeba zasłużyć na chwilę spokoju. Nie trzeba codziennie być produktywnym. Nie trzeba mieć poczucia, że każda wolna godzina powinna zostać wykorzystana „pożytecznie”. Bo nauczyciel to nie tylko zawód. To także człowiek. A człowiek potrzebuje odpoczynku.
Jeśli więc dziś masz ochotę usiąść na balkonie z herbatą, pójść na długi spacer, przeczytać kilka rozdziałów książki albo po prostu nic nie planować – zrób to bez wyrzutów sumienia. Wrzesień i tak nadejdzie.
A Ty masz pełne prawo przywitać go z nową energią, a nie ze zmęczeniem, które ciągnie się jeszcze od czerwca.
Wakacje bez poczucia winy. Nie musisz być animatorem swojego dziecka.
– Mamo... nudzi mi się.
To zdanie potrafi wywołać u rodziców prawdziwy alarm. W głowie natychmiast pojawia się lista pomysłów. Basen. Plac zabaw. Lody. Wycieczka. Malowanie. Klocki. Rower. Może jeszcze warsztaty? A może zaprosić kolegę? Byle tylko dziecko nie było znudzone. Mam jednak wrażenie, że w ostatnich latach wpadliśmy w pewną pułapkę. Zaczęliśmy wierzyć, że dobre wakacje to takie, w których każda godzina jest zaplanowana, a dziecko ani przez chwilę nie ma prawa powiedzieć: „Nie wiem, co robić”. Tylko... czy naprawdę o to chodzi?
Jak nie stracić umiejętności czytania przez wakacje?
– Mamo, muszę czytać codziennie?
To pytanie pojawia się w wielu domach już kilka dni po zakończeniu roku szkolnego. I szczerze? Doskonale rozumiem, dlaczego dzieci nie mają ochoty siadać z podręcznikiem, kiedy za oknem świeci słońce, czekają lody, rower i całe lato przygód. Na szczęście podtrzymanie umiejętności czytania wcale nie musi przypominać szkolnych obowiązków. Wręcz przeciwnie. Im mniej będzie wyglądało jak lekcja, tym lepiej.
Piasek, patyki i kamienie – najlepsze pomoce terapeutyczne są za darmo
Mamo, mogę zabrać ten patyk?
– Ale po co ci on?
– Jeszcze nie wiem...
To jedna z tych odpowiedzi, które dorosłym wydają się kompletnie nielogiczne. Tymczasem dziecko doskonale wie, że ten patyk za chwilę może stać się wędką, różdżką, mieczem, laską wędrowca albo narzędziem do rysowania wielkiej mapy skarbów na piasku.






