„On usiadł na moim miejscu.” „Ona wzięła nie ten flamaster.” „Ja pierwszy dotknąłem tej zabawki.” „To mój klocek!” Dla dorosłych takie konflikty często wydają się błahe i zupełnie niepotrzebne. Zdarza się, że patrzymy na sprzeczkę dwojga dzieci i zastanawiamy się, jak można rozpłakać się z powodu kredki, miejsca przy stoliku czy kilku sekund czekania na swoją kolej. Tymczasem z perspektywy dziecka te sytuacje mają zupełnie inny wymiar. To, co dla nas jest drobiazgiem, dla kilkuletniego dziecka może być naprawdę ważnym problemem.
Jednym z najważniejszych powodów jest to, że dzieci dopiero uczą się rozumieć i regulować własne emocje. Ich układ nerwowy nie jest jeszcze na tyle dojrzały, aby spokojnie zatrzymać pierwszą reakcję, zastanowić się nad sytuacją i poszukać rozwiązania. Gdy pojawia się frustracja, rozczarowanie lub poczucie niesprawiedliwości, emocje bardzo szybko przejmują kontrolę. Dziecko nie myśli wtedy: „To tylko kredka”. Ono myśli: „To niesprawiedliwe”, „Straciłem coś ważnego”, „Nikt mnie nie rozumie”. Reaguje więc zgodnie z tym, co czuje, a nie z tym, jak sytuację oceniłby dorosły.
Duże znaczenie ma również etap rozwoju. Małe dzieci są jeszcze bardzo egocentryczne, co nie oznacza egoizmu, ale naturalny sposób postrzegania świata. Trudno im spojrzeć na sytuację oczami drugiej osoby. Jeżeli kolega chciał usiąść na tym samym krześle, dziecko nie pomyśli od razu, że on również miał na nie ochotę. Widzi przede wszystkim własne potrzeby i własne rozczarowanie. Umiejętność przyjmowania perspektywy drugiego człowieka rozwija się stopniowo i wymaga wielu doświadczeń społecznych.
Konflikty bywają również skutkiem zmęczenia, głodu, przebodźcowania lub nadmiaru emocji zgromadzonych w ciągu dnia. W takich momentach nawet drobna trudność może stać się przysłowiową kroplą, która przelewa czarę. Dorosły po ciężkim dniu również łatwiej się irytuje. Dziecko nie potrafi jeszcze powiedzieć: „Jestem przeciążony i potrzebuję odpoczynku”. Zamiast tego może wybuchnąć złością, pokłócić się z kolegą albo rozpłakać się z powodu pozornie niewielkiego problemu.
Nie można zapominać, że dzieci dopiero uczą się rozwiązywania konfliktów. Dorosły ma za sobą tysiące sytuacji, w których negocjował, ustępował, szukał kompromisu lub rezygnował z własnych oczekiwań. Dziecko takich doświadczeń dopiero nabiera. Nie wie jeszcze, jak spokojnie powiedzieć: „Czy mogę dostać tę zabawkę, kiedy skończysz?”. Znacznie łatwiej jest wyrwać ją z ręki albo zaprotestować płaczem. To nie zła wola, lecz brak wykształconych umiejętności społecznych.
Czasami kłótnie o drobiazgi wynikają również z silnej potrzeby sprawiedliwości. Dzieci bardzo uważnie obserwują, czy wszyscy są traktowani tak samo. Liczą kredki, porównują wielkość kawałków ciasta, zauważają, kto pierwszy dostał naklejkę lub dłużej korzystał z huśtawki. Ich poczucie sprawiedliwości jest często bardzo dosłowne. To dlatego niewielkie różnice mogą wywoływać ogromne emocje, choć dorosły w ogóle ich nie dostrzega.
W takich sytuacjach łatwo popełnić błąd i zbagatelizować problem. Słowa: „Nie przesadzaj”, „To tylko zabawka”, „Nie ma o co się kłócić” zazwyczaj nie uspokajają dziecka. Wręcz przeciwnie – sprawiają, że czuje się niezrozumiane. Nie oznacza to oczywiście, że mamy przyznawać rację każdej stronie konfliktu. Warto jednak najpierw zauważyć emocje dziecka, a dopiero później wspólnie szukać rozwiązania. Kiedy dziecko usłyszy: „Widzę, że bardzo się zdenerwowałeś”, łatwiej będzie mu przejść do rozmowy niż wtedy, gdy od razu usłyszy ocenę swojego zachowania.
Rolą dorosłego nie jest rozwiązywanie każdego dziecięcego sporu. Znacznie ważniejsze jest nauczenie dzieci, jak mogą radzić sobie z konfliktami. Czasem wystarczy pomóc im nazwać problem, zachęcić do wysłuchania drugiej strony albo wspólnie zastanowić się nad rozwiązaniem, które będzie dobre dla obu osób. Takie sytuacje są doskonałą lekcją współpracy, empatii i komunikacji. Choć wymagają cierpliwości, procentują przez całe życie.
Jako terapeuta pedagogiczny często powtarzam rodzicom i nauczycielom, że konflikty między dziećmi nie zawsze są czymś złym. Oczywiście nie akceptujemy agresji ani krzywdzenia innych, ale same kłótnie są naturalnym elementem rozwoju społecznego. To właśnie dzięki nim dzieci uczą się negocjować, czekać na swoją kolej, dostrzegać potrzeby innych i stopniowo odkrywają, że nie każdą sprawę trzeba wygrać.
Kiedy więc następnym razem usłyszymy kłótnię o kredkę, miejsce przy stoliku czy ulubioną zabawkę, warto na chwilę zatrzymać się z oceną. Być może nie jesteśmy świadkami sporu o drobiazg. Być może właśnie obserwujemy dziecko, które uczy się jednej z najtrudniejszych umiejętności w życiu – budowania relacji z drugim człowiekiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz