Telefon odkładamy. I co dalej? Jak wykorzystać przerwy bez smartfona, żeby dzieci naprawdę zaczęły być razem

Wyobraźmy sobie przerwę. Dzwonek, drzwi klas się otwierają, dzieci wychodzą na korytarz i… nikt nie wyciąga telefonu. Brzmi pięknie. Przez pierwsze trzydzieści sekund. Potem ktoś zaczyna biegać, ktoś szturcha kolegę, dwie osoby kłócą się o krzesło, trzy stoją pod ścianą i patrzą przed siebie, a nauczyciel na dyżurze zaczyna podejrzewać, że telefon jednak miał jedną niewątpliwą zaletę: przez kilka minut było cicho.

I właśnie tutaj zaczyna się temat, o którym mówi się znacznie rzadziej niż o samym ograniczaniu smartfonów. Bo odłożenie telefonu nie sprawia automatycznie, że dzieci zaczną ze sobą rozmawiać, wymyślą świetne zabawy i odkryją na nowo uroki wspólnego spędzania czasu. Jeśli przez kilka lat każda wolna chwila była natychmiast wypełniana ekranem, to po jego zabraniu zostaje po prostu… wolna chwila. A z nią trzeba jeszcze nauczyć się coś zrobić.

10 sygnałów, że dziecko może mieć trudności w nauce czytania

„On zna wszystkie literki, tylko jakoś nie chce czytać”. To zdanie rodzice mówią naprawdę często i zwykle właśnie wtedy zaczyna się zastanawianie, czy dziecko potrzebuje więcej czasu, więcej ćwiczeń, czy może jego trudności są już czymś, czemu warto przyjrzeć się dokładniej. Nauka czytania nie przebiega u wszystkich jednakowo. Jedno dziecko szybko odkrywa zasadę łączenia głosek i po kilku tygodniach zaczyna czytać krótkie wyrazy, inne potrzebuje znacznie więcej powtórzeń, żeby poczuć się pewnie. Sam wolniejszy start nie musi więc oznaczać problemu, podobnie jak pojedyncze pomyłki, gubienie miejsca w tekście czy mylenie podobnych liter na początku nauki. Ważniejsze jest to, czy trudności utrzymują się mimo regularnej nauki i czy zaczynają wyraźnie utrudniać dziecku codzienne funkcjonowanie w szkole.

W swojej pracy zdecydowanie bardziej niż na jeden „niepokojący objaw” patrzę na cały obraz. Czasem dziecko czyta wolno, ale robi systematyczne postępy i rozumie tekst. Innym razem zna litery, dużo ćwiczy, a każde kolejne czytanie nadal wygląda tak, jakby zaczynało naukę niemal od początku. Właśnie dlatego warto obserwować kilka rzeczy jednocześnie.

Jak przygotować dziecko do powrotu do szkoły bez presji?

Pod koniec wakacji bardzo łatwo wpaść w tryb przygotowań. Zaczynamy kompletować wyprawkę, sprawdzać plecak, zastanawiać się nad planem dnia, przypominać o wcześniejszym wstawaniu i przy okazji, zupełnie niechcący, co kilka godzin rzucać: „Pamiętaj, że niedługo szkoła”. Po kilku dniach dziecko doskonale już pamięta. Prawdopodobnie nawet lepiej niż my, bo oprócz daty rozpoczęcia roku zdążyło sobie jeszcze wyobrazić nową klasę, nauczyciela, trudniejsze zadania, kolegów, którzy być może się zmienili, i wszystkie te sytuacje, których na razie nie da się przewidzieć. To właśnie dlatego przygotowanie do powrotu nie powinno przypominać szkolenia przed ważnym egzaminem. Im więcej wokół września napięcia, tym łatwiej dziecku uznać, że najwyraźniej nadchodzi coś, czym naprawdę należy się martwić.

Co warto zachować na nowy rok szkolny?

Pod koniec sierpnia nauczyciel zaczyna funkcjonować trochę jak człowiek wracający z bardzo długiej podróży. Jeszcze wczoraj spokojnie pił kawę bez zerkania na zegarek, a dziś nagle przypomina sobie o planach pracy, zebraniach, dzienniku, podręcznikach, dekoracjach i tej jednej szufladzie w klasie, której zawartość została w czerwcu pozostawiona z optymistycznym założeniem: „We wrześniu to ogarnę”. Wrzesień, jak wiadomo, ma wyjątkowo dobrą pamięć i właśnie nadchodzi.

Trzy rzeczy, które naprawdę ułatwiają nauczycielowi start po wakacjach

Pod koniec sierpnia dzieje się coś dziwnego. Jeszcze chwilę wcześniej człowiek potrafił spokojnie wypić kawę, przeczytać książkę bez sprawdzania godziny i żyć bez myślenia o dzienniku elektronicznym, a potem wystarczy jedno spojrzenie na kalendarz i głowa nagle uruchamia tryb: plan pracy, dekoracje, zeszyty, pierwsze lekcje, dokumentacja, zebranie, lista uczniów, materiały, gazetka… najlepiej wszystko przygotować jeszcze przed poniedziałkiem. Z doświadczenia wiem, że taki powrót rzadko kończy się poczuciem, że jesteśmy świetnie przygotowani. Znacznie częściej kończy się pytaniem, dlaczego człowiek jest zmęczony, skoro rok szkolny jeszcze właściwie się nie zaczął.

Dlatego przed wrześniem nie próbuję już „ogarnąć wszystkiego”. Są trzy rzeczy, które naprawdę ułatwiają start i żadna z nich nie wymaga laminowania pięćdziesięciu kart ani siedzenia do północy przy komputerze.

Pomysły na spokojną adaptację przed nowym rokiem szkolnym

 „Mamo, a kto mnie odbierze?”

„Ja.”

„Na pewno?”

„Na pewno.”

„A jak zapomnisz?”

I już wiemy, że rozmowa wcale nie dotyczy odbierania ze szkoły. Dziecko po prostu próbuje sprawdzić, czy świat, który za chwilę znowu trochę się zmieni, nadal będzie bezpieczny i przewidywalny. Końcówka wakacji potrafi uruchomić sporo emocji nie tylko u pierwszoklasistów. Nowa klasa, inny nauczyciel, powrót po długiej przerwie, wcześniejsze wstawanie, więcej obowiązków i ponowne wejście w szkolny rytm mogą być trudne również dla dzieci, które szkołę znają już bardzo dobrze. Myślę, że czasem za szybko zakładamy, że skoro dziecko było tam przez kilka lat, to we wrześniu po prostu zakłada plecak i wraca do rzeczywistości. Dorosłym też zdarza się w niedzielny wieczór patrzeć na poniedziałek z umiarkowanym entuzjazmem, a przecież nikt nie każe nam dodatkowo zmieniać sali, nauczyciela i połowy grupy znajomych.

Jak zwykła gra planszowa uczy kompetencji na całe życie?

 „Nie gram, bo on oszukuje!”

„Nie oszukuję, tylko wygrałem!”

I w tym momencie spokojny rodzinny wieczór z planszówką zaczyna przypominać negocjacje na najwyższym szczeblu. Ktoś przesuwa pionek o jedno pole za daleko, ktoś próbuje zmienić zasady w trakcie rozgrywki, a ktoś inny odkrywa, że przegrana jest doświadczeniem zdecydowanie bardziej dramatycznym, niż przewidywała instrukcja producenta. Patrząc z boku, łatwo pomyśleć, że to tylko zabawa. Tymczasem przy zwykłej planszy dziecko ćwiczy umiejętności, które przydadzą mu się dużo dłużej niż znajomość zasad konkretnej gry.


Dlaczego warto pozwolić dziecku robić kanapki?

 „Mogę sam?”

I właśnie w tym momencie dorosły ma przed oczami dwa możliwe scenariusze. W pierwszym dziecko spokojnie smaruje pieczywo, układa ser, dodaje pomidora i z dumą zjada własnoręcznie przygotowaną kanapkę. W drugim masło ląduje na stole, ogórek na podłodze, ser zostaje złożony na pół z powodów znanych wyłącznie autorowi, a kromka chleba wygląda tak, jakby przeszła wyjątkowo ciężki dzień. Nic dziwnego, że czasem szybciej powiedzieć: „Daj, ja zrobię”. Tyle że właśnie wtedy odbieramy dziecku całkiem niezłą lekcję, ukrytą w czymś tak zwyczajnym jak przygotowanie śniadania.

Plaża i plac zabaw jako naturalna terapia ręki

 „Tylko nie syp bratu piaskiem do wiaderka.”

„Ale ja buduję tunel!”

I właściwie w tym jednym zdaniu mieści się pół wakacyjnej terapii ręki. Dziecko kopie, przesypuje, ugniata, wygładza, nabiera piasek łopatką, przytrzymuje wiaderko drugą ręką, poprawia konstrukcję palcami i jeszcze próbuje zrobić taką fosę, żeby woda nie uciekła po trzech sekundach. My widzimy dziecko siedzące na plaży, ono widzi poważną inwestycję budowlaną, a jego dłonie, nadgarstki i ramiona mają w tym czasie naprawdę sporo pracy.

Dlaczego dzieci częściej się złoszczą podczas wakacji?

„Przecież są wakacje. Nie ma szkoły, nie trzeba rano wstawać, mamy więcej czasu, jedziemy na wycieczkę… to o co właściwie chodzi?”

A potem dziecko wpada w złość, bo kanapka została przekrojona „nie tak”, ręcznik jest mokry, brat usiadł na jego miejscu albo właśnie trzeba wyjść z basenu. Dorosły patrzy na tę sytuację i naprawdę trudno mu zrozumieć, dlaczego w czasie, który miał być spokojny i przyjemny, nagle pojawia się tyle napięcia. Tyle że wakacje, choć dla nas kojarzą się przede wszystkim z odpoczynkiem, dla dzieci wcale nie zawsze oznaczają mniej bodźców i mniej emocji.

Wakacyjne inspiracje, które wykorzystasz od września

Pamiętam, jak kiedyś pod koniec sierpnia usłyszałam od jednej z nauczycielek: „Mam wrażenie, że nic pożytecznego nie zrobiłam w wakacje”. Nie była na szkoleniu, nie stworzyła nowych kart pracy, nie przejrzała wszystkich zmian w podstawie programowej i nie przygotowała dekoracji do klasy. Za to przeczytała kilka książek, chodziła na długie spacery, odwiedziła małe miasteczka, siedziała godzinami nad jeziorem i wreszcie miała czas po prostu się rozejrzeć.

Uśmiechnęłam się i pomyślałam, że właśnie zrobiła dla swojej pracy znacznie więcej, niż jej się wydaje.

Czego dzieci najbardziej potrzebują od rodziców latem?

Czasami mam wrażenie, że wakacje bardziej stresują rodziców niż rok szkolny. Przez dziesięć miesięcy martwimy się o sprawdziany, zebrania i odrabianie lekcji, a kiedy wreszcie przychodzi lato, pojawia się zupełnie inna presja. Nagle wydaje nam się, że każdy dzień powinien być wyjątkowy. Trzeba zaplanować wycieczki, znaleźć ciekawe atrakcje, wymyślić kreatywne zabawy i zrobić wszystko, żeby dziecko ani przez chwilę się nie nudziło. Wystarczy zajrzeć do internetu, żeby odnieść wrażenie, że dobre wakacje to niekończąca się seria wyjazdów, warsztatów i rodzinnych aktywności, a przecież prawdziwe życie wygląda zupełnie inaczej.

Dlaczego budowanie szałasu jest świetnym treningiem mózgu?

Jeśli kiedykolwiek wybrałeś się z dzieckiem do lasu, dobrze wiesz, że znalezienie „tego idealnego patyka” potrafi trwać zaskakująco długo. Potem trzeba dołożyć drugi, trzeci, kilka grubszych gałęzi, liście na dach i koniecznie kamienie, które będą pilnowały wejścia. Dla dorosłego to zwykła dziecięca zabawa. Dla dziecka właśnie rozpoczął się projekt, przy którym pracuje niemal cały mózg.

20 pomysłów na rozwijające zabawy bez kupowania zabawek

Mam wrażenie, że współczesne dzieci mają więcej zabawek niż jakiekolwiek wcześniejsze pokolenie. Pokoje wypełniają pudełka, półki uginają się od klocków, figurek i pluszaków, a mimo to prędzej czy później pada dobrze znane zdanie: „Nudzi mi się”. I wtedy wielu dorosłych zaczyna zastanawiać się, co jeszcze można kupić, żeby zainteresować dziecko. Tymczasem dzieci wcale nie potrzebują kolejnej zabawki. Znacznie częściej potrzebują przestrzeni do wymyślania własnych pomysłów. Najlepsze zabawy rodzą się z rzeczy, które mamy pod ręką, a ich największą zaletą jest to, że nie narzucają jednego sposobu działania. Karton może dziś być statkiem kosmicznym, jutro sklepem, a pojutrze domkiem dla misiów. Patyk raz stanie się mieczem, innym razem wędką albo różdżką. Właśnie wtedy wyobraźnia pracuje najintensywniej.

Wakacyjne konflikty między rodzeństwem – jak reagować?

Jeśli w domu jest więcej niż jedno dziecko, istnieje spora szansa, że właśnie tak brzmi przynajmniej część wakacyjnych dni. Kiedy kończy się szkoła i przedszkole, rodzeństwo spędza ze sobą znacznie więcej czasu niż przez resztę roku. Z jednej strony to świetna okazja do budowania relacji, wspólnych zabaw i tworzenia pięknych wspomnień, z drugiej – trudno oczekiwać, że przez dwa miesiące wszystko będzie przebiegało bez najmniejszych spięć. I to jest zupełnie normalne.

Mam czasem wrażenie, że rodzice odbierają każdą kłótnię jako sygnał, że robią coś nie tak. Tymczasem konflikty między rodzeństwem są naturalnym elementem dorastania. Dzieci dopiero uczą się negocjować, czekać na swoją kolej, odpuszczać, przegrywać i mówić o swoich potrzebach. Trudno oczekiwać, że będą to robiły zawsze spokojnie i z uśmiechem.

Nie oznacza to jednak, że każda sprzeczka wymaga natychmiastowej interwencji dorosłego.

To chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy dla rodziców. Kiedy słyszymy podniesione głosy, odruchowo chcemy wejść między dzieci i jak najszybciej zakończyć konflikt. Czasem rzeczywiście jest to konieczne, zwłaszcza gdy pojawia się agresja, wyzwiska albo jedno z dzieci czuje się zagrożone. Ale wiele drobnych sporów warto potraktować jako okazję do nauki.

Dzieci, które mają szansę samodzielnie dojść do porozumienia, uczą się znacznie więcej niż wtedy, gdy dorosły za każdym razem rozwiązuje problem za nie. Oczywiście nie chodzi o pozostawienie ich samym sobie. Chodzi raczej o spokojną obecność. O pokazanie, że wierzymy, iż potrafią znaleźć rozwiązanie.

Zauważyłam też, że wiele wakacyjnych konfliktów wcale nie zaczyna się od zabawki. Często ich prawdziwą przyczyną jest zmęczenie, nuda, upał albo zwyczajny przesyt swoim towarzystwem. Dzieci, podobnie jak dorośli, nie są stworzone do spędzania ze sobą każdej minuty dnia. Czasem najbardziej pomaga nie kolejna rozmowa o zgodnej zabawie, ale chwila osobno. Jedno dziecko czyta książkę, drugie buduje z klocków, ktoś idzie z tatą po lody, ktoś zostaje z mamą w domu. Taki oddech potrafi zdziałać cuda.

Bardzo ważne jest również to, żeby nie szukać winnego za wszelką cenę. W wielu rodzinach automatycznie pada pytanie: „Kto zaczął?”. Tymczasem znacznie bardziej pomaga zastanowienie się: „Co się wydarzyło i jak możemy to naprawić?”. Dzieci nie potrzebują sędziego, który ogłosi wyrok. Potrzebują dorosłego, który pokaże, jak rozwiązywać trudne sytuacje.

Nie ukrywajmy też przed sobą jednej rzeczy. Rodzeństwo potrafi pokłócić się o naprawdę... wszystko. O miejsce na kanapie, większego naleśnika, niebieski kubek, kamień znaleziony na spacerze albo patyk, którego pięć minut wcześniej nikt nie chciał nawet dotknąć. Z perspektywy dorosłego brzmi to absurdalnie, ale dla dziecka w tej chwili jest to naprawdę ważna sprawa. Wysłuchanie go nie oznacza, że zgadzamy się z jego zachowaniem. Oznacza jedynie, że traktujemy jego emocje poważnie.

Wakacje nie będą czasem bez konfliktów i chyba nie powinny takie być. To właśnie podczas codziennych sprzeczek dzieci uczą się mówić o swoich potrzebach, słuchać drugiej osoby, szukać kompromisów i odkrywać, że po kłótni można się pogodzić. Te umiejętności przydadzą im się znacznie bardziej niż znajomość tabliczki mnożenia czy zasad ortografii.

Dlatego następnym razem, kiedy usłyszysz z drugiego pokoju głośne: „Mamo!”, nie zakładaj od razu najgorszego. Być może za kilka minut rodzeństwo znów będzie siedziało razem, budując z koców bazę albo śmiejąc się z tego samego żartu.

Bo taka właśnie jest relacja między rodzeństwem. Czasem przypomina burzę z piorunami, a pięć minut później świeci już słońce. I to jest jedna z najpiękniejszych rzeczy w dzieciństwie.

10 minut dziennie, które naprawdę wspierają rozwój dziecka

„Czy naprawdę wystarczy kilka minut?” To pytanie słyszę bardzo często. Rodzice chcą wiedzieć, ile czasu powinni poświęcać na ćwiczenia, jakie zadania wykonywać i czy robią wystarczająco dużo, żeby wspierać rozwój swojego dziecka. Mam jednak wrażenie, że w ostatnich latach trochę daliśmy się przekonać, że dobry rodzic powinien nieustannie organizować, motywować i rozwijać. Im więcej zajęć, pomocy edukacyjnych i kreatywnych aktywności, tym lepiej. A przecież rozwój dziecka nie działa jak wyścig, w którym liczy się liczba wykonanych zadań.