– Mamo, muszę czytać codziennie?
To pytanie pojawia się w wielu domach już kilka dni po zakończeniu roku szkolnego. I szczerze? Doskonale rozumiem, dlaczego dzieci nie mają ochoty siadać z podręcznikiem, kiedy za oknem świeci słońce, czekają lody, rower i całe lato przygód. Na szczęście podtrzymanie umiejętności czytania wcale nie musi przypominać szkolnych obowiązków. Wręcz przeciwnie. Im mniej będzie wyglądało jak lekcja, tym lepiej.
Największym błędem, jaki możemy popełnić, jest zamienienie wakacji w kolejną listę zadań do wykonania. „Dzisiaj piętnaście minut czytania”, „pięć stron obowiązkowo”, „dopiero potem możesz się bawić”. Dziecko bardzo szybko zaczyna kojarzyć książkę z kolejnym obowiązkiem, a przecież zależy nam na czymś zupełnie odwrotnym.
Czytanie warto po prostu wpleść w codzienność. Przeczytać wspólnie przepis na gofry, menu w lodziarni, nazwy miejscowości podczas podróży, tabliczki na leśnej ścieżce czy instrukcję gry planszowej. Dziecko nawet nie zauważy, że właśnie ćwiczy. Dla niego to będzie część wakacyjnej przygody.
Jeśli jednak sięgacie po książki, pozwól dziecku wybierać. Naprawdę nie musi to być ambitna literatura. Komiksy, książki z dużą ilością ilustracji, atlasy zwierząt, ciekawostki o dinozaurach czy magazyn o ulubionych piłkarzach rozwijają umiejętność czytania tak samo skutecznie. Liczy się to, że dziecko czyta z ciekawości, a nie z obowiązku.
Bardzo lubię też prostą zasadę „czytamy po trochu”. Jedna strona. Jeden rozdział. Pięć minut przed snem. W wakacje regularność jest znacznie ważniejsza niż długość czytania. Krótkie spotkania z książką wystarczą, żeby mózg nie zapomniał tego, czego nauczył się przez cały rok.
Warto pamiętać, że czytanie to nie wyścig. Nie chodzi o liczbę stron ani o tempo. Jedno dziecko będzie czytało płynnie całą opowieść, inne zatrzyma się przy trudniejszym słowie i będzie potrzebowało chwili. To zupełnie naturalne. Wakacje nie są od sprawdzania wyników, tylko od spokojnego utrwalania umiejętności.
Jako terapeuta pedagogiczny często spotykam we wrześniu dzieci, które mówią: „Zapomniałem, jak się czyta”. W rzeczywistości najczęściej niczego nie zapomniały. Po prostu przez dwa miesiące nie miały okazji korzystać z tej umiejętności. Kilka dni regularnego czytania zwykle wystarcza, żeby wróciły do swojej wcześniejszej formy. Znacznie trudniej jest wtedy, gdy książka przez całe wakacje nie została ani razu otwarta.
Jest jeszcze jeden sposób, który działa zaskakująco dobrze. Czytajcie sobie nawzajem. Raz dziecko czyta jedną stronę, raz Ty kolejną. Dzięki temu historia płynie dalej, nawet jeśli młody czytelnik szybciej się męczy. Nie ma presji, za to jest wspólnie spędzony czas. A właśnie takie chwile dzieci zapamiętują najlepiej.
Może więc tego lata zamiast pytać: „Ile stron dziś przeczytałeś?”, warto zapytać: „Co było najciekawsze w tej historii?”. Bo kiedy dziecko odkryje, że książki są źródłem przygód, śmiechu i ciekawych bohaterów, czytanie przestaje być ćwiczeniem. Staje się czymś, do czego chce się wracać także po wakacjach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz