Wakacje bez poczucia winy. Nie musisz być animatorem swojego dziecka.

 – Mamo... nudzi mi się.

To zdanie potrafi wywołać u rodziców prawdziwy alarm. W głowie natychmiast pojawia się lista pomysłów. Basen. Plac zabaw. Lody. Wycieczka. Malowanie. Klocki. Rower. Może jeszcze warsztaty? A może zaprosić kolegę? Byle tylko dziecko nie było znudzone. Mam jednak wrażenie, że w ostatnich latach wpadliśmy w pewną pułapkę. Zaczęliśmy wierzyć, że dobre wakacje to takie, w których każda godzina jest zaplanowana, a dziecko ani przez chwilę nie ma prawa powiedzieć: „Nie wiem, co robić”. Tylko... czy naprawdę o to chodzi?

Dzieci nie potrzebują rodziców, którzy przez całe lato organizują kolejne atrakcje. Potrzebują rodziców, którzy są obok. Czasem z kubkiem kawy na tarasie. Czasem na ławce w parku. Czasem podczas wspólnego spaceru, kiedy nikomu nigdzie się nie spieszy.


Z perspektywy terapeuty pedagogicznego mogę powiedzieć coś, co wielu rodziców zaskakuje. Rozwój dziecka nie odbywa się wyłącznie podczas zajęć, warsztatów i kreatywnych zabaw przygotowanych przez dorosłych. Bardzo często dzieje się wtedy, gdy... nic szczególnego się nie dzieje.

To właśnie w takich chwilach dzieci budują bazy z koców, zamieniają patyk w miecz, kamień w skarb, a karton po zakupach w statek kosmiczny. Wymyślają własne gry, rozwiązują drobne problemy, uczą się współpracy z rodzeństwem i ćwiczą wyobraźnię. Nie dlatego, że ktoś przygotował im scenariusz zabawy. Dlatego, że miały przestrzeń, aby zrobić to po swojemu.

Oczywiście są dni, kiedy wspólna wyprawa do zoo albo rodzinna wycieczka zostaną z dzieckiem na długo. Takie wspomnienia są piękne i bardzo potrzebne. Ale nie dajmy sobie wmówić, że codziennie musimy dostarczać nowych atrakcji. Dzieci nie prowadzą rankingu najbardziej spektakularnych wakacji. Znacznie częściej zapamiętują śmiech podczas jedzenia czereśni w ogrodzie, wspólne pieczenie gofrów czy wieczorne łapanie świetlików.

Coraz częściej rozmawiam z rodzicami, którzy pod koniec wakacji są bardziej zmęczeni niż po całym roku pracy. Mają poczucie, że ciągle robią za kierowcę, organizatora, kucharza, fotografa i animatora w jednej osobie. A kiedy przez jeden dzień zostają w domu, od razu pojawia się myśl: „Powinniśmy zrobić coś więcej”.

Naprawdę nie musicie.

Dzieci nie potrzebują rodziców na pełen etat w roli wodzireja. Potrzebują spokojnych dorosłych, którzy mają siłę usiąść obok, wysłuchać opowieści o znalezionym ślimaku i zachwycić się razem z nimi najbardziej krzywym patykiem w lesie.

Może właśnie dlatego jedne z najpiękniejszych wakacyjnych wspomnień są zaskakująco zwyczajne. To nie zawsze wielkie wyjazdy zostają z nami na lata. Czasem jest to zapach naleśników smażonych przez babcię, bose stopy na ciepłej trawie, wieczór spędzony na balkonie albo deszczowy dzień, podczas którego cała rodzina grała w planszówki.

Jeśli więc zdarzy Ci się usiąść z książką, wypić spokojnie kawę, a Twoje dziecko w tym czasie będzie wymyślało własną zabawę, nie miej wyrzutów sumienia. To nie jest oznaka, że robisz za mało.

To może być jedna z najlepszych rzeczy, jakie dajesz swojemu dziecku tego lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz