Jak przygotować dziecko do powrotu do szkoły bez presji?

Pod koniec wakacji bardzo łatwo wpaść w tryb przygotowań. Zaczynamy kompletować wyprawkę, sprawdzać plecak, zastanawiać się nad planem dnia, przypominać o wcześniejszym wstawaniu i przy okazji, zupełnie niechcący, co kilka godzin rzucać: „Pamiętaj, że niedługo szkoła”. Po kilku dniach dziecko doskonale już pamięta. Prawdopodobnie nawet lepiej niż my, bo oprócz daty rozpoczęcia roku zdążyło sobie jeszcze wyobrazić nową klasę, nauczyciela, trudniejsze zadania, kolegów, którzy być może się zmienili, i wszystkie te sytuacje, których na razie nie da się przewidzieć. To właśnie dlatego przygotowanie do powrotu nie powinno przypominać szkolenia przed ważnym egzaminem. Im więcej wokół września napięcia, tym łatwiej dziecku uznać, że najwyraźniej nadchodzi coś, czym naprawdę należy się martwić.

Najbardziej pomaga zwyczajność. Zamiast rozpoczynać wielką akcję „wracamy do szkoły”, można spokojnie przywracać rytm dnia. Jeśli przez wakacje wieczory mocno się wydłużyły, dobrze kilka dni wcześniej stopniowo przesuwać godzinę snu, ale bez komunikatu, że od dziś zaczyna się wojskowa dyscyplina. Organizm potrzebuje czasu, żeby znowu przyzwyczaić się do wcześniejszego poranka, a pierwszy dzień szkoły jest wystarczająco emocjonujący bez pobudki, przy której dziecko wygląda, jakby ktoś obudził je w środku nocy i natychmiast zażądał rozwiązania zadania tekstowego.

Podobnie jest z przygotowaniem rzeczy. Wspólne sprawdzenie plecaka, piórnika czy stroju na pierwszy dzień może dać dziecku poczucie, że wie, czego się spodziewać, ale nie musi zamieniać się w perfekcyjną operację logistyczną. Dobrze pozwolić mu zdecydować o kilku drobiazgach, bo możliwość wyboru pomaga odzyskać poczucie wpływu w sytuacji, w której wiele rzeczy i tak zostanie ustalonych przez dorosłych. Nie ma większego znaczenia, czy zeszyt będzie zielony czy niebieski, ale dla dziecka fakt, że samo go wybrało, może mieć znaczenie całkiem duże. Czasem właśnie takie małe decyzje sprawiają, że coś nowego zaczyna być trochę bardziej „moje”.

Warto też uważać na nasze rozmowy o szkole. Dorośli czasami próbują zachęcić dziecko, zapewniając, że „będzie świetnie”, „na pewno będzie fajnie” i „nie ma się czym przejmować”. Mówimy to z najlepszymi intencjami, ale jeśli dziecko naprawdę się martwi, może usłyszeć coś zupełnie innego: moje obawy są niepotrzebne, więc lepiej o nich nie mówić. Znacznie więcej daje spokojne przyjęcie tego, co czuje. Można powiedzieć, że początki bywają trochę dziwne, że potrzeba kilku dni, żeby wejść w rytm, i że nawet dorośli nie zawsze z entuzjazmem wracają po urlopie do wszystkich obowiązków. Od razu robi się mniej oficjalnie, a przy okazji dziecko dowiaduje się czegoś ważnego: można jednocześnie trochę się cieszyć, trochę martwić i nadal sobie poradzić.

Nie trzeba również ćwiczyć szkoły przed szkołą. Jeśli dziecko przez wakacje czytało, grało, budowało, jeździło na rowerze, pomagało w kuchni, liczyło pieniądze podczas zakupów, rozmawiało i zwyczajnie żyło, to jego mózg naprawdę nie spędził dwóch miesięcy na bezczynności. Kilka dni przed rozpoczęciem roku nie ma potrzeby nadrabiać całego poprzedniego semestru kartami pracy. O wiele ważniejsze jest, żeby dziecko wróciło wypoczęte i z poczuciem, że szkoła jest kolejnym etapem codzienności, a nie kontrolą tego, czy przez lato przypadkiem czegoś nie zapomniało.

Jeżeli przed dzieckiem jest nowa szkoła, nowa klasa albo pierwszy rok nauki, dobrze oswoić to, co da się oswoić. Przejść trasę do szkoły, zobaczyć wejście, porozmawiać o tym, kto odprowadzi i kto odbierze, powiedzieć, jak mniej więcej będzie wyglądał poranek. Dla nas to szczegóły, dla dziecka konkret potrafi bardzo zmniejszyć niepewność. „Po lekcjach spotkamy się tutaj” daje więcej spokoju niż ogólne „Nie martw się, jakoś to będzie”. Dzieci, podobnie zresztą jak dorośli, zwykle czują się pewniej, kiedy przynajmniej kawałek sytuacji jest przewidywalny.

Szczególnie ostrożna byłabym z motywowaniem szkołą w roli straszaka. „Skończą się wakacje, to się zacznie”, „Pani już cię nauczy”, „W szkole nie będziesz mógł tak marudzić” potrafią wejść do codziennego języka zupełnie niepostrzeżenie. Tyle że później trudno się dziwić, że dziecko nie czeka z radością na miejsce, o którym przez pół lata słyszało jak o instytucji odpowiedzialnej za przywracanie dyscypliny. Szkoła ma swoje wymagania i nie trzeba przedstawiać jej jako nieustającej zabawy, ale można mówić o niej zwyczajnie, bez straszenia i bez tworzenia obrazu miejsca, w którym pierwszego września kończy się całe dobre życie.

W pierwszych dniach po powrocie przyda się też trochę więcej cierpliwości w domu. Dziecko przez kilka godzin funkcjonuje wśród ludzi, hałasu, poleceń, zasad i wielu drobnych decyzji, więc po powrocie może być bardziej marudne, drażliwe albo zwyczajnie zmęczone. To nie jest najlepszy moment na dokładne przesłuchanie przy drzwiach: „Jak było? Co robiliście? Z kim siedziałeś? Co powiedziała pani? A co było na obiad?”. Czasem lepiej pozwolić zjeść, zdjąć plecak, pobawić się albo posiedzieć chwilę w ciszy. Jeśli dziecko będzie chciało opowiedzieć, najczęściej opowie, tylko niekoniecznie w pierwszych trzydziestu sekundach po wyjściu ze szkoły.

Mam wrażenie, że przygotowując dzieci do września, czasem bardziej próbujemy uspokoić siebie niż je. Chcemy mieć pewność, że wszystko pójdzie dobrze, że dziecko sobie poradzi i szybko odnajdzie się w szkolnej rzeczywistości. Tego jednak nie da się zagwarantować. Możemy za to zrobić coś znacznie ważniejszego: pokazać, że nie trzeba poradzić sobie ze wszystkim od razu. Można potrzebować czasu, można czegoś nie wiedzieć, można wrócić do domu zmęczonym i można powiedzieć, że jakiś dzień był po prostu kiepski.

Spokojny powrót do szkoły nie polega więc na tym, żeby dziecko pierwszego dnia szło z uśmiechem od ucha do ucha i ani przez chwilę nie czuło niepewności. Chodzi raczej o to, żeby nie dokładać do tej niepewności naszej presji, pośpiechu i oczekiwania, że wszystko od razu ma wyglądać idealnie. Plecak można spakować wieczorem, rytm dnia przywrócić stopniowo, o obawach spokojnie porozmawiać, a potem zaufać, że dziecko znajdzie swój sposób na ponowne wejście w szkolny świat.

Wrzesień naprawdę nie potrzebuje wielkiego rozpędu. Znacznie lepiej zaczyna się wtedy, kiedy dziecko wie, że nie musi udowadniać, że jest gotowe. Wystarczy, że może wejść w ten nowy początek krok po kroku, z dorosłym, który zamiast popychać, po prostu idzie obok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz