Dlaczego dzieci częściej się złoszczą podczas wakacji?

„Przecież są wakacje. Nie ma szkoły, nie trzeba rano wstawać, mamy więcej czasu, jedziemy na wycieczkę… to o co właściwie chodzi?”

A potem dziecko wpada w złość, bo kanapka została przekrojona „nie tak”, ręcznik jest mokry, brat usiadł na jego miejscu albo właśnie trzeba wyjść z basenu. Dorosły patrzy na tę sytuację i naprawdę trudno mu zrozumieć, dlaczego w czasie, który miał być spokojny i przyjemny, nagle pojawia się tyle napięcia. Tyle że wakacje, choć dla nas kojarzą się przede wszystkim z odpoczynkiem, dla dzieci wcale nie zawsze oznaczają mniej bodźców i mniej emocji.

W roku szkolnym dzień ma zwykle dość przewidywalny rytm. Pobudka, śniadanie, szkoła albo przedszkole, powrót do domu, posiłek, zabawa, wieczór. Dziecko może narzekać na ten plan, ale jednocześnie doskonale wie, czego się spodziewać. Wakacje tę przewidywalność wywracają do góry nogami. Jednego dnia śniadanie jest o ósmej, drugiego o dziesiątej, później jedziemy do babci, następnego dnia na basen, a wieczorem jeszcze „tylko szybki spacer”, który kończy się późnym powrotem. Dla dorosłego brzmi to jak przyjemna swoboda, jednak dla niektórych dzieci brak stałego rytmu oznacza więcej napięcia, bo ich organizm musi przez cały czas dostosowywać się do nowych sytuacji.

Do tego dochodzi zmęczenie, o którym często zapominamy, bo przecież „nic takiego dzisiaj nie robiliśmy”. Tymczasem całodzienny pobyt na plaży, wycieczka, nowe miejsce, tłum ludzi, hałas, upał, podróż samochodem czy kilka godzin zabawy z kuzynami potrafią wyczerpać dziecko znacznie bardziej niż zwyczajny dzień w domu. Kiedy zasoby się kończą, samokontrola jest jedną z pierwszych rzeczy, które zaczynają działać gorzej. Wtedy naprawdę niewiele trzeba, żeby wybuchła awantura o loda w złym smaku albo o to, że ktoś pierwszy nacisnął przycisk w windzie.

Latem częściej zmieniają się też godziny snu i posiłków. Kolacja przesuwa się, bo jeszcze jest jasno, dziecko później zasypia, rano wstaje wcześniej niż rodzice mieli nadzieję, a gdzieś pomiędzy atrakcjami zapominamy o zwykłym podwieczorku. Dorosły potrafi powiedzieć: „Jestem głodna i dlatego wszystko mnie dziś drażni”. Dziecko zwykle nie analizuje swojego samopoczucia w ten sposób. Ono po prostu nagle nie chce iść dalej, wszystko mu przeszkadza, ktoś mówi za głośno, a świat najwyraźniej postanowił sprzysiąc się przeciwko niemu.

Wakacje to również znacznie więcej czasu spędzanego razem. Brzmi pięknie, dopóki nie uświadomimy sobie, że nawet najbardziej kochające się rodzeństwo po kilku dniach niemal nieustannego przebywania w swoim towarzystwie może mieć serdecznie dosyć wspólnoty rodzinnej. Dorośli przecież też potrzebują chwili ciszy, zamkniętych drzwi albo zwyczajnego „dajcie mi dziesięć minut”. Dziecko nie zawsze potrafi rozpoznać, że ma już przesyt kontaktu i potrzebuje odpoczynku od innych, więc komunikat przychodzi w innej formie: „On na mnie patrzy!”, „Ona oddycha za głośno!” albo klasyczne „Mamo, zrób coś z nim!”. W takich momentach niekoniecznie potrzebna jest kolejna rozmowa o zgodnej zabawie. Czasem bardziej przydaje się pół godziny osobno.

Jest jeszcze jedna wakacyjna pułapka, w którą łatwo wpaść również nam, dorosłym. Chcemy, żeby było miło. W końcu zaplanowaliśmy wyjazd, kupiliśmy bilety, spakowaliśmy pół domu, przejechaliśmy kilkaset kilometrów i naprawdę chcielibyśmy zobaczyć zachwycone dziecko. Tymczasem ono przy wejściu do atrakcji mówi, że nie chce tam iść. Albo po dwudziestu minutach ma dość. Wtedy frustracja pojawia się po obu stronach, bo nasze oczekiwanie „powinniśmy się teraz świetnie bawić” zderza się z dziecięskim „ja już nie mam siły”. I właśnie w takim miejscu warto przypomnieć sobie, że dziecko nie robi nam na złość. Czasem po prostu nie potrafi jeszcze unieść wszystkiego, co zaplanowaliśmy.

Nie oznacza to oczywiście, że każdą złość trzeba zaakceptować razem z każdym zachowaniem. Można rozumieć emocję i jednocześnie zatrzymać bicie, kopanie, rzucanie przedmiotami czy obrażanie innych. Złość sama w sobie nie jest problemem. Jest informacją, że coś stało się dla dziecka zbyt trudne, za intensywne albo po prostu przekroczyło jego aktualne możliwości radzenia sobie. Naszym zadaniem nie jest sprawić, żeby dziecko nigdy się nie złościło, tylko stopniowo pomagać mu zauważać, co się z nim dzieje i jak można poradzić sobie z napięciem bez krzywdzenia siebie czy innych.

Czasem najlepszą reakcją nie będzie więc długie tłumaczenie, lecz kubek wody, coś do jedzenia, chwila w cieniu, powrót do spokojniejszego miejsca albo po prostu rezygnacja z ostatniego punktu programu. Wiem, że trudno odpuścić, kiedy człowiek zaplanował „jeszcze tylko jedną atrakcję”, ale dzieci bardzo często pokazują nam granicę wcześniej, niż chcemy ją zobaczyć. Zanim pojawi się wielka awantura, zwykle są drobniejsze sygnały: marudzenie, zaczepianie rodzeństwa, coraz większa ruchliwość, powtarzanie tego samego pytania, płaczliwość albo nagłe „nic mi się nie podoba”. To właśnie wtedy warto się zatrzymać, zanim wszyscy skończą dzień z poczuciem, że wakacyjna wycieczka zamieniła się w rodzinny test cierpliwości.

Najbardziej pomaga trochę przewidywalności nawet podczas najbardziej swobodnych wakacji. Nie chodzi o rozpisywanie dnia co do minuty, ale o kilka stałych punktów, spokojniejsze momenty pomiędzy atrakcjami i uprzedzanie dziecka, co będzie dalej. „Jeszcze dziesięć minut i wychodzimy z basenu” działa zazwyczaj lepiej niż nagłe „Koniec, idziemy”. Warto też pamiętać, że dzień bez wielkiego planu nie jest dniem zmarnowanym. Czasami po dwóch intensywnych wycieczkach najlepszą wakacyjną atrakcją okazuje się podłoga, klocki i święty spokój.

Jeśli więc latem masz wrażenie, że Twoje dziecko złości się częściej niż zwykle, zanim pomyślisz „co mu się stało?”, warto sprawdzić rzeczy bardzo przyziemne: czy jest wyspane, najedzone, czy nie ma za dużo bodźców, czy wie, co wydarzy się za chwilę i czy przypadkiem nie potrzebuje już odpocząć od całego tego wakacyjnego szczęścia. Bo nawet najpiękniejsze lato może być dla małego człowieka czasem pełnym zmian, a czasem największą ulgą nie jest kolejna atrakcja, tylko zwyczajny spokojny dzień, w którym niczego nie trzeba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz