Pod koniec sierpnia nauczyciel zaczyna funkcjonować trochę jak człowiek wracający z bardzo długiej podróży. Jeszcze wczoraj spokojnie pił kawę bez zerkania na zegarek, a dziś nagle przypomina sobie o planach pracy, zebraniach, dzienniku, podręcznikach, dekoracjach i tej jednej szufladzie w klasie, której zawartość została w czerwcu pozostawiona z optymistycznym założeniem: „We wrześniu to ogarnę”. Wrzesień, jak wiadomo, ma wyjątkowo dobrą pamięć i właśnie nadchodzi.
W takich momentach łatwo pomyśleć, że wraz z końcem wakacji trzeba całkowicie przełączyć się na szkolny tryb, jakby lato było czymś, co należy starannie zamknąć, odstawić na półkę i wrócić do niego dopiero za dziesięć miesięcy. A ja coraz częściej myślę, że może nie warto zostawiać go za drzwiami szkoły. Nie chodzi oczywiście o przychodzenie na lekcje w klapkach i rozpoczynanie matematyki od pytania, kto ma ochotę na lody. Wakacje przypominają nam jednak o kilku rzeczach, które w ciągu roku szkolnego wyjątkowo łatwo zgubić, choć właśnie wtedy są nam najbardziej potrzebne.
Pierwszą z nich jest umiejętność zwalniania. Latem łatwiej pozwolić sobie na spacer bez konkretnego celu, dłuższą rozmowę czy zwyczajne siedzenie z kawą bez poczucia, że właśnie tracimy czas. We wrześniu bardzo szybko zaczyna się bieg od dzwonka do dzwonka, od dokumentu do dokumentu i od jednego „muszę” do następnego. Oczywiście szkoła ma swój rytm i nie da się go całkowicie zmienić, ale można zachować drobne chwile, w których nie próbujemy robić trzech rzeczy jednocześnie. Czasem pięć spokojnych minut przed pierwszą lekcją daje więcej niż kolejne pięć minut spędzone na poprawianiu prezentacji, którą i tak za chwilę uczniowie obejrzą głównie dlatego, że nie mają wyjścia.
Warto zachować również wakacyjną ciekawość. Latem częściej patrzymy dookoła, zauważamy nowe miejsca, rozmawiamy z ludźmi, zaglądamy do muzeum, wybieramy inną drogę podczas spaceru albo zatrzymujemy się przy czymś, co po prostu nas zainteresowało. W szkole łatwo wpaść w rutynę, bo przecież materiał trzeba zrealizować, lekcje mają swój plan, a człowiek wie już mniej więcej, co wydarzy się po otwarciu podręcznika na stronie trzydziestej siódmej. Tymczasem dzieci bardzo potrzebują dorosłych, którzy nadal potrafią się czymś zainteresować. Nauczyciel, który mówi: „Nie wiem, sprawdźmy”, uczy znacznie więcej niż ten, który zawsze ma gotową odpowiedź.
Z wakacji zabrałabym także zgodę na prostotę. Latem okazuje się, że do dobrego dnia czasem wystarcza spacer, książka, rozmowa i coś zimnego do picia. We wrześniu nagle można odnieść wrażenie, że dobra lekcja wymaga kolorowych materiałów, prezentacji, kart pracy, ruchomych elementów, kodów QR i najlepiej jeszcze efektu specjalnego na zakończenie. Tymczasem dzieci bardzo często najlepiej pamiętają rozmowę, ciekawe pytanie, doświadczenie zrobione z kilku zwykłych przedmiotów albo sytuację, w której nauczyciel naprawdę dał im czas na zastanowienie. Nie każda lekcja musi zasługiwać na własny zwiastun filmowy.
Dobrze byłoby też zachować wakacyjne granice. Latem trochę łatwiej powiedzieć: „Dzisiaj już nic więcej nie robię”. W roku szkolnym nauczycielska lista zadań ma niezwykłą właściwość odrastania szybciej niż zdążymy ją skracać. Zawsze można poprawić jeszcze jeden materiał, odpowiedzieć na kolejną wiadomość, przygotować coś dodatkowego albo sprawdzić coś, co równie dobrze mogłoby poczekać do jutra. Jeżeli od początku roku przyzwyczaimy siebie i wszystkich dookoła, że jesteśmy dostępni bez przerwy, bardzo szybko zapłacimy za to własnym zmęczeniem. Odpoczynek nie jest czymś, co dostajemy w nagrodę po wykonaniu wszystkich obowiązków, bo w szkole ten moment może nigdy nie nadejść.
Zachowałabym również trochę wakacyjnego humoru. W czerwcu człowiek potrafi śmiać się z wielu rzeczy, które w listopadzie doprowadzają go na skraj rozpaczy. Tymczasem uczeń, który zapomniał zeszytu po raz trzeci, drukarka odmawiająca współpracy pięć minut przed lekcją czy projektor, który nagle postanowił pokazywać wszystko na różowo, nadal są tylko częścią szkolnego życia. Nie wszystko wymaga wielkich emocji. Czasem najlepszym rozwiązaniem jest wzruszyć ramionami, zrobić coś inaczej i uznać, że najwyraźniej właśnie dziś technologia również potrzebuje wsparcia psychologicznego.
Najbardziej jednak chciałabym zachować z wakacji zwyczajną uważność na ludzi. Latem mamy więcej czasu na rozmowy, słuchanie i bycie razem bez konkretnego celu. We wrześniu łatwo zacząć patrzeć na ucznia przez pryzmat zadań, ocen, zachowania i tego, czy ma podpisaną zgodę na wycieczkę. Tymczasem każde dziecko przychodzi do szkoły z czymś, czego nie widzimy od razu. Jedno jest podekscytowane, inne przestraszone, ktoś tęskni za wakacjami, ktoś wraca do szkoły z ulgą, bo właśnie tutaj czuje się najlepiej. Zanim zaczniemy realizować wszystkie cele, dobrze po prostu sprawdzić, kto siedzi przed nami.
Nowy rok szkolny nie musi więc oznaczać całkowitego pożegnania z wakacyjnym sposobem życia. Oczywiście poranki znów będą wcześniejsze, kalendarz zapełni się szybciej, niż byśmy chcieli, a kawa czasem zdąży wystygnąć, zanim przypomnimy sobie, że ją zrobiliśmy. Mimo wszystko możemy zostawić sobie trochę wakacyjnego oddechu, ciekawości, prostoty i dystansu.
Bo być może najlepszą rzeczą, jaką warto przynieść do szkoły we wrześniu, nie jest nowy segregator ani perfekcyjnie przygotowany plan. Jest nią nauczyciel, który wrócił wypoczęty, nadal potrafi się czymś zachwycić i pamięta, że szkoła to nie tylko miejsce realizowania programu, ale przede wszystkim miejsce spotkania z drugim człowiekiem.
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz