Czego dzieci najbardziej potrzebują od rodziców latem?

Czasami mam wrażenie, że wakacje bardziej stresują rodziców niż rok szkolny. Przez dziesięć miesięcy martwimy się o sprawdziany, zebrania i odrabianie lekcji, a kiedy wreszcie przychodzi lato, pojawia się zupełnie inna presja. Nagle wydaje nam się, że każdy dzień powinien być wyjątkowy. Trzeba zaplanować wycieczki, znaleźć ciekawe atrakcje, wymyślić kreatywne zabawy i zrobić wszystko, żeby dziecko ani przez chwilę się nie nudziło. Wystarczy zajrzeć do internetu, żeby odnieść wrażenie, że dobre wakacje to niekończąca się seria wyjazdów, warsztatów i rodzinnych aktywności, a przecież prawdziwe życie wygląda zupełnie inaczej.

Kiedy rozmawiam z rodzicami, często słyszę: „Mam wyrzuty sumienia, bo w tym tygodniu nigdzie nie pojechaliśmy”. Za każdym razem mam ochotę zapytać, czy ich dziecko też ma te wyrzuty, czy może właśnie od godziny siedzi na podłodze, buduje garaż z kartonu i jest przekonane, że przeżywa największą przygodę wakacji. My, dorośli, bardzo łatwo zapominamy, że dzieci patrzą na świat zupełnie inaczej. To, co dla nas wydaje się zwyczajne, dla nich bywa fascynujące.

Jako terapeuta pedagogiczny mogę powiedzieć jedno. Dzieci nie rozwijają się wyłącznie podczas starannie zaplanowanych zajęć. Ogromna część tego rozwoju dzieje się między nimi, wtedy kiedy jest czas na swobodną zabawę, rozmowę, nudę i zwykłą codzienność. Właśnie podczas takich chwil uczą się samodzielności, rozwiązują problemy, ćwiczą wyobraźnię i odkrywają, że z kilku patyków można zbudować bazę, która w ich oczach nie ustępuje żadnemu zamkowi.

Mam też wrażenie, że czasem za bardzo staramy się być idealnymi rodzicami. Chcemy organizować, inspirować, motywować i nieustannie proponować coś nowego, podczas gdy dzieci najczęściej wcale tego od nas nie oczekują. One chcą przede wszystkim naszej obecności. Nie takiej, w której siedzimy obok z telefonem w ręku i od czasu do czasu rzucamy „Ale pięknie”, nawet nie patrząc, co właśnie zostało zbudowane. Chodzi o tę prawdziwą obecność, kiedy naprawdę słuchamy opowieści o znalezionym ślimaku, oglądamy kolekcję kamieni albo z pełnym zaangażowaniem udajemy klienta w sklepie urządzonym z krzeseł i poduszek.

I wiecie co? To wcale nie jest takie łatwe. Sama nieraz łapię się na tym, że podczas spaceru myślę o zakupach, obiedzie albo mailach do odpisania, podczas gdy dziecko od pięciu minut próbuje mi pokazać liść z dziurką, która wygląda dokładnie jak serce. Dla mnie to tylko liść. Dla niego prawdziwe odkrycie. W takich momentach przypominam sobie, że dzieci nie potrzebują naszej perfekcji. Potrzebują, żebyśmy choć od czasu do czasu spojrzeli na świat ich oczami.

Zabawne jest to, jak bardzo różnimy się od siebie latem. Dorosły wychodzi z domu z konkretnym planem. Spacer do lasu, pół godziny i wracamy. Dziecko ma zupełnie inny plan, choć najczęściej nawet o tym nie wie. Trzeba obejrzeć każdego ślimaka, sprawdzić, czy wszystkie patyki są naprawdę suche, znaleźć kamień, który koniecznie trzeba zabrać do domu, a potem jeszcze usiąść na pniu, bo właśnie przechodzi tędy mrówka z czymś trzy razy większym od siebie. I nagle okazuje się, że ten krótki spacer trwa półtorej godziny. Co ciekawe, to właśnie z takich wypraw dzieci pamiętają najwięcej.

Nie jestem przeciwniczką rodzinnych wyjazdów, parków rozrywki czy wakacyjnych atrakcji. Sama uważam, że wspólne wycieczki budują piękne wspomnienia. Chciałabym jednak, żeby rodzice przestali myśleć, że tylko one mają wartość. Dzieci równie chętnie wspominają wieczorne jedzenie arbuza na balkonie, pieczenie naleśników, zabawę w zraszaczu ogrodowym czy budowanie szałasu, który po godzinie przewrócił się z wielkim hukiem, wywołując salwy śmiechu zamiast rozczarowania.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że dzieci najbardziej potrzebują od nas spokoju. Spokoju, który pozwala im zadawać kolejne pytania, wymyślać własne zabawy i czuć, że nigdzie nie muszą się spieszyć. Potrzebują dorosłych, którzy nie próbują wypełnić każdej minuty dnia, ale potrafią usiąść obok na trawie i przez chwilę po prostu pobyć razem. Takie chwile wydają się zwyczajne tylko nam. Dla dzieci często są najcenniejszą częścią wakacji.

Jeśli więc tego lata zastanawiasz się, czy robisz dla swojego dziecka wystarczająco dużo, spróbuj spojrzeć na to trochę inaczej. Być może nie potrzebuje kolejnej atrakcji ani następnego wyjazdu. Być może najbardziej czeka na to, żebyś usiadła obok z kubkiem lemoniady, pozwoliła mu opowiedzieć historię o najpiękniejszym patyku znalezionym w lesie i dała sobie prawo do tego, żeby ten dzień był po prostu zwyczajny. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie takie zwyczajne dni najczęściej stają się po latach najpiękniejszymi wspomnieniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz