„Proszę pani, a to jest na ocenę?” To pytanie potrafi paść jeszcze zanim uczeń zdąży przeczytać polecenie, dlatego bardzo lubię takie formy zakończenia lekcji, które od początku nie pachną sprawdzianem. Bez kartek podpisanych imieniem i nazwiskiem, bez punktów, bez czerwonego długopisu. Po prostu minuta, podczas której dziecko zatrzymuje się i zastanawia: co właściwie zabieram ze sobą z tych czterdziestu pięciu minut? Exit ticket, czyli najprościej mówiąc „bilet wyjścia”, jest właśnie takim krótkim zatrzymaniem na końcu zajęć. Nie służy do wystawienia oceny, tylko do zebrania informacji. Uczeń może zauważyć, czego się nauczył, co nadal jest dla niego niejasne albo czego chciałby dowiedzieć się więcej, a nauczyciel dostaje znacznie ciekawszy obraz lekcji niż ten, który daje klasyczne: „Wszystko jasne?”. Na to ostatnie klasa najczęściej zgodnie odpowiada, że jasne, po czym następnego dnia okazuje się, że jasne było głównie to, że właśnie zadzwoni dzwonek.
Największą zaletą biletu wyjścia jest jego prostota. Nie trzeba tworzyć do niego kolorowej karty na każdą lekcję ani drukować trzydziestu zestawów. Można zapisać jedno zdanie na tablicy, poprosić dzieci o odpowiedź na małej kartce, w zeszycie, na samoprzylepnej karteczce albo nawet zrobić krótką rundę ustną. Ważniejsze od formy jest to, żeby pytanie było krótkie i rzeczywiście dawało dziecku szansę pomyśleć o własnym uczeniu się.
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz