Dlaczego dziecko pamięta całą fabułę gry, a zapomina trzy rzeczy, o które je poprosiliśmy?

„Idź do pokoju, odłóż bluzę do szafy, przynieś plecak i po drodze zabierz kubek ze stołu”.

Dziecko znika, po kilku minutach wraca bez plecaka, za to z klockiem, który „koniecznie musiało Ci pokazać”, bluza nadal leży na krześle, a kubek wygląda na całkiem zadowolony ze swojego dotychczasowego miejsca. Człowiek zaczyna się wtedy zastanawiać, jak to możliwe, że ta sama osoba potrafi dokładnie opowiedzieć, gdzie znajduje się tajne przejście w grze, jakie przedmioty trzeba zebrać, żeby pokonać konkretnego przeciwnika i co wydarzyło się bohaterowi pięć poziomów wcześniej. Trzy domowe polecenia okazały się ponad możliwości, ale fabuła świata składającego się z kilkudziesięciu lokacji została zapisana bez najmniejszego problemu. Wygląda podejrzanie, prawda?

Tyle że bardzo często nie ma w tym ani złośliwości, ani wybiórczej pamięci działającej według zasady „zapamiętam tylko to, co mi wygodne”. Dużą rolę odgrywa pamięć robocza, czyli taki niewielki mentalny blat, na którym przez chwilę trzymamy informacje potrzebne do wykonania właśnie rozpoczętego zadania. Kiedy słyszymy numer telefonu i powtarzamy go w głowie do momentu zapisania, próbujemy policzyć coś bez kartki albo pamiętamy, że po wejściu do kuchni mieliśmy nalać wodę, wyjąć coś z lodówki i jeszcze wyłączyć piekarnik, korzystamy właśnie z niej. U dziecka ten „blat” jest mniejszy i dopiero wraz z rozwojem coraz lepiej radzi sobie z przechowywaniem kilku informacji jednocześnie.

Jeśli więc mówimy: „Odłóż buty, umyj ręce, przynieś zeszyt i jeszcze nakarm psa”, każde kolejne polecenie zajmuje kawałek dostępnej przestrzeni. Wystarczy po drodze zobaczyć kota, usłyszeć wiadomość od kolegi, przypomnieć sobie o zabawce albo wejść do pokoju pełnego interesujących rzeczy i pierwszy punkt listy może po prostu zniknąć. Dorosły widzi wtedy dziecko, które „znowu nie słuchało”, choć ono naprawdę mogło usłyszeć wszystko. Problem pojawił się chwilę później, kiedy trzeba było tę informację utrzymać i jednocześnie działać.

Dlaczego z grą bywa inaczej? Przede wszystkim dlatego, że to, co dziecko w niej zapamiętuje, rzadko jest przypadkową listą informacji podaną raz z drugiego końca mieszkania. Wiedza ma kontekst, łączy się z konkretną historią, obrazem, dźwiękiem i emocjami. Dziecko nie słyszy jednorazowo: „Klucz jest przy starej wieży, potem skręć w lewo, zabierz trzy przedmioty i idź do mostu”. Ono najczęściej samo tam dociera, próbuje, wraca, popełnia błąd, sprawdza inną drogę i wielokrotnie korzysta z tej informacji. Mózg bardzo lubi takie znaczące powiązania, bo łatwiej zapamiętać coś, co tworzy historię i do czego wielokrotnie wracamy, niż cztery niezależne komunikaty związane z porządkami w przedpokoju.

Znaczenie ma również zainteresowanie. To nie jest magiczny przełącznik, który sprawia, że ciekawa rzecz zapisuje się bez wysiłku, a nudna natychmiast znika, ale uwaga naprawdę wpływa na to, co mamy szansę zapamiętać. Kiedy dziecko czeka na dalszy ciąg gry, aktywnie śledzi wydarzenia i samo podejmuje decyzje, jego uwaga jest skierowana dokładnie tam, gdzie znajduje się potrzebna informacja. Gdy w tym samym czasie rodzic mówi coś podczas zakładania butów, a dziecko szuka piórnika, myśli o tym, co wydarzy się w szkole i jeszcze odpowiada bratu, konkurencja o uwagę jest znacznie większa.

To właśnie dlatego zdanie „Przecież mówiłam Ci trzy razy” nie zawsze oznacza, że dziecko trzy razy świadomie zignorowało komunikat. Czasem za każdym razem słowa dotarły do niego w chwili, gdy jego pamięć robocza była już zajęta czymś innym. Sama liczba powtórzeń niewiele zmienia, jeśli każde kolejne pada w identycznych warunkach. Zdecydowanie lepiej najpierw złapać kontakt z dzieckiem, przekazać krótszą informację i upewnić się, że wie, co ma zrobić.

W praktyce często wystarcza naprawdę niewielka zmiana. Zamiast czterech zadań podanych jednym tchem można zacząć od dwóch, a po ich wykonaniu dodać następne. Przy bardziej złożonych obowiązkach dobrze sprawdza się prosta lista, obrazkowa u młodszych dzieci albo zapisana u starszych. Pomaga również poproszenie dziecka, żeby własnymi słowami powiedziało, co ma zrobić, ale bez tonu przesłuchania pod tytułem „No to powtórz, skoro tak uważnie słuchałeś”. Bardziej chodzi o zwyczajne: „Co robisz najpierw?”. Taka chwila pozwala informacji jeszcze raz przejść przez głowę i daje większą szansę, że zostanie tam wystarczająco długo.

W szkole widać to bardzo wyraźnie. Nauczyciel mówi: „Otwórzcie zeszyty, zapiszcie datę, podkreślcie temat, wyjmijcie podręcznik na stronie czterdziestej drugiej i zróbcie pierwsze dwa zadania”, a po chwili z kilku stron sali słychać: „Która strona?”. Nie musi to oznaczać, że pół klasy nie uważało. Dla części dzieci zwyczajnie było za dużo informacji do utrzymania naraz. Kiedy podobne instrukcje zapisujemy na tablicy albo dzielimy na etapy, nagle okazuje się, że uczniowie potrafią być znacznie bardziej samodzielni, bo nie muszą przechowywać całej organizacji zadania wyłącznie w głowie.

Pamięć robocza ma ogromne znaczenie również podczas czytania, liczenia i pisania. Żeby zrozumieć zdanie, dziecko musi pamiętać jego początek, kiedy dochodzi do końca. Przy liczeniu w pamięci przechowuje wynik pośredni, a podczas przepisywania zdania trzeba zapamiętać fragment tekstu na czas przeniesienia go do zeszytu. Jeśli ten system łatwo się przeciąża, dziecko może wiedzieć, jak wykonać zadanie, ale gubić się po drodze. Wtedy kolejne „skup się” niekoniecznie rozwiązuje problem, bo trudność nie polega na braku wiedzy.

Nie chodzi oczywiście o to, żeby każde zapomniane kapcie tłumaczyć pamięcią roboczą i od tej pory wydawać dzieciom wyłącznie jedno polecenie dziennie. One również uczą się organizowania, planowania i pamiętania o obowiązkach, a wymagania powinny stopniowo rosnąć. Możemy jednak robić to rozsądnie, zamiast zakładać, że skoro dziecko pamięta wszystkie szczegóły swojej ulubionej gry, musi również bez trudu przechować dowolną listę naszych poleceń.

Jeżeli jednak zapominanie jest bardzo częste, wyraźnie utrudnia naukę i codzienne funkcjonowanie, pojawia się w różnych sytuacjach, a dziecko mimo wsparcia stale gubi kolejne etapy prostych zadań, warto porozmawiać z nauczycielem, pedagogiem lub innym specjalistą. Nie po to, żeby od razu szukać diagnozy, lecz żeby sprawdzić, w jakich sytuacjach trudność jest największa i co rzeczywiście pomaga.

Następnym razem, kiedy dziecko wróci z pokoju bez żadnej z trzech rzeczy, po które zostało wysłane, ale za to z dokładnym opisem wydarzeń ze swojej ulubionej gry, można więc na chwilę odłożyć podejrzenie, że właśnie jesteśmy świadkami wyjątkowo sprytnej strategii unikania obowiązków. Być może jego mózg po prostu znacznie lepiej poradził sobie z historią, którą przeżył, zobaczył i wielokrotnie powtarzał, niż z czterema zdaniami wypowiedzianymi między przedpokojem a kuchnią.

I chyba to jest jedna z najważniejszych rzeczy, które warto wiedzieć o pamięci dzieci: czasem zamiast powtarzać głośniej, lepiej powiedzieć mniej i dać głowie szansę naprawdę to zatrzymać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz