Kiedy zacząć rozmawiać z dzieckiem o wojnie, śmierci, chorobie, przemocy, rozstaniu, stracie czy innych trudnych sprawach? Najprostsza odpowiedź brzmi: wtedy, kiedy dziecko zaczyna się z nimi stykać. Nie musimy sadzać sześciolatka przy stole i przedstawiać mu listy wszystkich nieszczęść tego świata. Nie o to chodzi. Trudne tematy i tak pojawiają się w dziecięcym życiu. W książkach, rozmowach dorosłych, wiadomościach, historii rodzinnej, szkole, na ulicy, czasem niestety także w osobistych doświadczeniach. Pytanie nie brzmi więc: „Czy o tym mówić?”, ale raczej: „Jak zrobić to mądrze i bezpiecznie?”. Czasami mam wrażenie, że trudnego tematu bardziej boją się dorośli niż dzieci.
Dziecko dostaje książkę opowiadającą o wojnie i zanim przeczyta pierwszą stronę, słyszy: „To będzie smutne”, „Możesz się bać”, „Ta historia jest straszna”. W dobrej wierze próbujemy je przygotować. Tylko że przy okazji podpowiadamy mu emocję, której być może samo wcale by nie poczuło.
I potem dziecko rzeczywiście się boi. Nie zawsze tego, co przeczytało. Czasami tego, czego wcześniej przestraszył się dorosły.
Dzieci potrafią przyjąć znacznie więcej, niż nam się wydaje, jeśli dostaną treść odpowiednią do swojego wieku oraz spokojnego dorosłego obok siebie. Literatura dziecięca od wielu lat opowiada przecież o stracie, samotności, chorobie, biedzie, wojnie czy śmierci. Nie po to, żeby dzieci straszyć. Po to, żeby pozwolić im poznawać świat w bezpiecznych warunkach.
Co ciekawe, znacznie rzadziej zastanawiamy się nad tym, czy dziecko przestraszy się halloweenowej bajki, kościotrupa, ducha, zakrwawionej maski albo przebrania mającego wywołać strach. Tymczasem książka mówiąca o prawdziwej historii, ale napisana językiem dostosowanym do wieku dziecka, potrafi wzbudzić w dorosłych ogromny niepokój. Warto czasem zastanowić się, skąd bierze się ta różnica.
Rozmowa o trudnych sprawach nie oznacza epatowania cierpieniem. Nie trzeba opowiadać dzieciom szczegółów, których nie są gotowe zrozumieć. Warto kierować się prostą zasadą: odpowiadamy na to, o co dziecko pyta, językiem odpowiednim do jego wieku, spokojnie i zgodnie z prawdą.
Jeśli dziecko pyta o wojnę, nie potrzebuje wykładu z geopolityki. Potrzebuje prostego wyjaśnienia.
Jeśli pyta o śmierć, nie potrzebuje drastycznych szczegółów. Potrzebuje prawdziwej, zrozumiałej odpowiedzi i poczucia, że może wrócić do tego tematu.
Jeśli czyta smutną historię, nie trzeba natychmiast chronić go przed każdym wzruszeniem. Smutek także jest emocją, którą człowiek musi nauczyć się przeżywać.
Najważniejsze jest to, co robimy później.
Zamiast pytać: „Bałeś się?”, można zapytać: „Co pomyślałeś o tej historii?”.
Zamiast: „To było okropne, prawda?”, lepiej: „Który fragment najbardziej zapamiętałeś?”.
Zamiast mówić: „Nie przejmuj się”, możemy powiedzieć: „Widzę, że cię to poruszyło. Możemy o tym porozmawiać”.
Tak buduje się odporność psychiczną dziecka. Nie poprzez usuwanie z jego drogi wszystkiego, co trudne, ale poprzez pokazywanie mu, że nawet z trudnymi emocjami można sobie poradzić.
Oczywiście każde dziecko jest inne. Jedno wysłucha opowieści i za chwilę pójdzie budować z klocków, drugie będzie zadawało dziesięć pytań, trzecie wróci do tematu wieczorem. Uważność dorosłego jest potrzebna. Nie oznacza jednak, że powinniśmy z góry zakładać, że dziecko sobie nie poradzi.
Czasami największą pomocą, jaką możemy mu dać, jest nasz własny spokój.
Nie musimy wychowywać dzieci w przekonaniu, że świat jest wyłącznie piękny i bezpieczny. One prędzej czy później odkryją, że nie zawsze taki jest. Możemy natomiast nauczyć je czegoś znacznie ważniejszego: że o trudnych rzeczach można rozmawiać, że można pytać, że każda emocja ma prawo się pojawić i że obok jest dorosły, który nie panikuje, tylko pomaga ją zrozumieć.
Chronić dziecko nie zawsze oznacza zasłaniać mu oczy.
Czasami oznacza stanąć obok, kiedy zaczyna patrzeć.
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz