Mamo, nikt się ze mną dzisiaj nie bawił”. To jedno z tych zdań, po których rodzicowi natychmiast uruchamia się tryb ratunkowy. W głowie pojawia się obraz własnego dziecka stojącego samotnie na szkolnym korytarzu, a chwilę później bardzo konkretna lista osób, do których należałoby zadzwonić, napisać albo przynajmniej zadać kilka zdecydowanych pytań. Trudno się temu dziwić. Kiedy dziecku jest przykro, chcemy jak najszybciej zabrać ten ból, najlepiej jeszcze przed kolacją. Problem polega na tym, że relacji rówieśniczych nie da się naprawić tak samo jak urwanego guzika. Czasem potrzebna jest pomoc dorosłego, ale równie często najcenniejsze okazuje się wsparcie dziecka w tym, żeby samo zaczęło lepiej radzić sobie w grupie.
Zanim zaczniemy działać, dobrze najpierw dowiedzieć się, co właściwie oznacza „nikt”. Dzieci używają tego słowa bardzo szeroko. „Nikt się ze mną nie bawił” może oznaczać, że najlepsza koleżanka wybrała dziś kogoś innego, grupa nie przyjęła pomysłu na zabawę, ktoś odmówił wspólnej gry, a czasem rzeczywiście, że dziecko przez wiele przerw pozostawało samo. Wszystkie te sytuacje mogą boleć, ale wymagają zupełnie innej reakcji. Dlatego zamiast od razu mówić „Jak to nikt?” albo „Jutro porozmawiam z panią”, lepiej spokojnie dopytać: „Co się wydarzyło?”, „Z kim chciałeś się bawić?”, „Co wtedy powiedziałeś?”, „Co zrobiły inne dzieci?”. Nie przesłuchiwać, tylko próbować zobaczyć sytuację oczami dziecka.
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz